top of page

Wyrwałam zęba... a nawet dwa

  • Zdjęcie autora: szalonawiewiora
    szalonawiewiora
  • 26 kwi
  • 3 minut(y) czytania

Miałam nadzieję, że ten dzień nigdy nie nadejdzie, ale jednak i mnie to dopadło.


Moja dentystka już od ponad roku mówiła mi, że muszę pozbyć się ósemek, bo strasznie ściskają mi szczękę. Zwlekałam ile mogłam, ale ostatecznie nadszedł ten moment, gdy postanowiłam przestać się bać i stawić czoła temu nieznanemu i przerażającemu na pierwszy rzut oka doświadczeniu.


Umówiłam się na wizytę u chirurga, który musiał najpierw ocenić czy trzeba pozbyć się wszystkich czterech, czy może tylko jednej. Żeby nie mieć drogi ucieczki poprosiłam od razu o połączenie sprawdzenia z wyrwaniem.


Najpierw wykonałam zdjęcie szczęki, a potem siedząc przed gabinetem, trzęsłam się z nerwów.


Ja generalnie nie boję się dentystów i nie biorę nawet znieczulenia, kiedy mam wstawiane nowe plomby, ale nie wiem dlaczego... tym razem zabiegu bałam się niesamowicie.


Okazało się, że z chirurgicznego punktu widzenia do wyrwania mam dwie ósemki - dolną i górną.


Gdy już usiadłam na fotel, na pierwszy ogień poszedł ząb u góry. Całe szczęście chirurg informował mnie o wszystkim przed, a także w trakcie całego zabiegu. W tym momencie muszę wspomnieć, że bardzo nie lubię znieczuleń, bo wkurza mnie brak kontroli nad moją twarzą, ale tym razem naprawdę cieszyłam się, że je dostałam.


Na koniec otrzymałam też instrukcje co do przyjmowania leków oraz odpoczynku. Wysłuchałam ich resztkami pracy mojego mózgu, starając się dokładnie zapamiętać co mam robić.


Kiedy tylko wyszłam z gabinetu poczułam, że zaczęły mi puszczać nerwy i w jednym momencie opadłam z sił. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie czułam. Jakby w jednej chwili moje ciało przestało być spięte, po kilku godzinach pełnego skupienia. Na dodatek, nie wiedzieć czemu, poczułam ogromny smutek.


I pewnie to co teraz napiszę zabrzmi dziwnie, ale chcę się tym podzielić, bo to ważny punkt całego procesu...


Wiecie, nigdy nie miałam problemu ze ścięciem włosów, czy jakąś większą zmianą wyglądu, ale tym razem dotarło do mnie, że ten ząb już nie wróci i nie da się odwrócić tego procesu. Poczułam dosłownie, jakbym straciła cząstkę siebie.


Jednak gdy tylko znieczulenie całkowicie zeszło i pojawił się ból... nie myślałam już o niczym innym jak o sposobie na pozbycie się go.


Na moje nieszczęście dostałam też kataru, a przy usunięciu zęba (z racji na długi korzeń) musiałam mieć zszyte miejsce, w którym powietrze z nosa przelatywało mi do jamy ustnej, więc przez kilka dni nie mogłam dmuchać, żeby nie rozerwać szwów.


To jednak nie koniec, bo okazało się, że po kilku dniach ból dalej nie mijał, a ja czułam się coraz gorzej. Dosłownie jakbym dostała grypy w połączeniu z bólem zęba, promieniującym do ucha. Zadzwoniłam do przychodni i umówiłam się na sprawdzenie.


Okazało się, że w tamto miejsce dostała mi się mała bakteria i musiałam mieć założony jakiś specjalny opatrunek. Dosłownie umierałam przez półtorej godziny, ale po tym cała moja choroba zniknęła w mgnieniu oka, a ja byłam jak nowo narodzona.


Drugą ósemkę wyrwałam jakieś dwa miesiące później. To też było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, bo w tym przypadku miałam przez kilka dni ogromny problem z jedzeniem. Przy dolnych zębach rusza się cała żuchwa, więc przez pierwsze dni nie jest to takie proste. Rana goi się też znacznie dłużej, a zabieg sam w sobie jest bardziej skomplikowany.


Dostałam też wskazówki, żeby przez pięć dni co osiem godzin przyjmować leki przeciwbólowe i to nawet jeśli miejsce by mnie nie bolało.


Ja jestem dopiero w drugim tygodniu po zabiegu, więc wciąż od czasu do czasu czuję ból i muszę uważać na to co robię.


Ogólnie w obydwu przypadkach należy wstrzymać się od ćwiczeń przez jakieś siedem dni... i prowadzić tryb bardziej spoczynkowy.


Musiałam też zapomnieć o jodze twarzy i mocnych zabiegach pielęgnacyjnych, bo nie chciałam naruszać zbytnio szwów.


Nie zaliczę tego doświadczenia do najprzyjemniejszych, ale zawsze to coś nowego. Przynajmniej za drugim razem już się tak nie bałam i weszłam do gabinetu raczej na pewniaka.


Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że jest spora różnica przy tym czy to dolna czy górna szczęka, bo tutaj na przykład znieczulenie działało aż do sześciu - ośmiu godzin przez co musiałam trochę pogłodować.


Ale... dałam radę!


... i jeśli Was też to kiedyś czeka.. to powodzenia! Jak widzicie żyję i mam się dobrze, więc Wy też będziecie :)



Komentarze


© 2019 by świat według rudej. Proudly created with Wix.com

bottom of page