top of page

Remontowe przygody

  • Zdjęcie autora: szalonawiewiora
    szalonawiewiora
  • 30 lis 2025
  • 3 minut(y) czytania

Dziś chciałabym zrobić krótką przerwę od Grecji, bo pewnie jesteście już zmęczeni moimi opowieściami i wyjaśnić, dlaczego byłam w tym roku średnio obecna jeśli chodzi o prowadzenie bloga.


I wierzcie mi, kiedy w styczniu zaczynałam remonty, też nie spodziewałam się, że pochłonie to aż tyle mojego czasu i energii.


Zaczynając od kłopotów z sąsiadami, przez problemy z rurami, na przejściach z dostawami kończąc. I chociaż wszystko mieliśmy zaplanowane od A do Z to nie wszystko szło po naszej myśli już od samego początku.


Ale ostatecznie udało się dobrnąć do końca i pod koniec 2025 roku mogę śmiało powiedzieć, że jestem zadowolona z efektu.


Ale po kolei...


W planach mieliśmy tylko remont łazienek, ale z racji na to, że chcieliśmy sprawdzić i wymienić też rury to hydraulik polecił też zrobienie kuchni, bo wszystko idzie w jednym pionie.


Ostatecznie stwierdziliśmy, że to dobry pomysł i dodaliśmy to do naszej listy.


Tyle, że podłoga w kuchni łączy się też z salonem i korytarzem, więc chcąc ją wymienić, musieliśmy pociągnąć również resztę, żeby jakoś to wyglądało. Przy okazji ułożyliśmy jeszcze panele na ścianie w salonie. Bo jak się bawić to na całego 🤣


I tak moi Państwo bardzo szybko okazało się, że planowaliśmy wyremontować cały dół oraz łazienkę u góry, a nie tylko dwa pomieszczenia jak pierwotnie zakładaliśmy.


Nie pozostawało już nic innego, jak umówić specjalistów na konkretne terminy, dopasowując je tak, żebyśmy jakoś mogli ogarnąć całość etapami, ale zarazem funkcjonować w domu. Ostatecznie w miarę się to udało, ale praktycznie przez miesiąc musieliśmy jechać na zamawianym jedzeniu, bo nie mieliśmy dostępu do kuchni.


Potem przyszedł czas na zamawianie płytek, wybieranie sprzętu oraz wizualne zobrazowanie tego co chcemy osiągnąć. W życiu nie miałam większej przeprawy niż to. Pomijając fakt, że kilka razy musieliśmy zmieniać wybrane płytki, bo zamiast na przykład przewidywanej dostawy pięciu dni okazało się, że musimy na nie czekać dwa tygodnie, a potrzebne były na już. To jeszcze to wybieranie drzwi...


Wiecie, ja się totalnie nie znam na budowlance, więc w życiu bym nie przypuszczała, że jak sobie zamówię drzwi, które najbardziej mi się podobają, to nie będą one pasować do framugi i będę musiała wybrać coś co po prostu akurat jest dostępne, a dodatkowo przewozić je swoim autem, w którym ledwo się mieszczą.

Albo, że spłuczkę dobiera się pod stelaż, a nie pod muszlę klozetową i wystrój łazienki 🙈


No dobra, ale zanim to, to najpierw trzeba było też przygotować dom pod remont. Zamówiliśmy specjalny kontener na odpady, powynosiliśmy wszystkie meble na zewnątrz, a resztę zabezpieczyliśmy.

Zapowiadało się dobrze. Dopóki nie pojawiły się prawdziwe problemy.


Najpierw naszym sąsiadom nie podobało się, że robimy remont chociaż kilka prac przełożyliśmy specjalnie na ich prośbę, a wcześniej informowaliśmy wszystkich, że takowy zaczynamy.


Potem okazało się, że rury pod domem były przebite przez korzenie żywopłotu i trzeba było je najpierw naprawić, żeby ruszyć dalej z pracami łazienkowymi.

Na koniec elektryk miał mnóstwo przygód z naszymi kablami, więc zamontowanie nowych świateł wcale nie było takie proste.


Pewnie o czymś jeszcze zapomniałam, ale generalnie to miałam ochotę rzucić to wszystko w pierony. Niestety jak się już powiedziało A to trzeba było powiedzieć B.


Chłopaki zrobili naprawdę niezłą robotę i byłam w szoku jak dobrze to wyszło. Zwłaszcza, że powybieraliśmy z Michałem po prostu płytki i rzeczy, które nam się podobały, po czym uznaliśmy, że jakoś je ułożymy.


Dom zmieniał się z dnia na dzień.

Po dwóch miesiącach mieliśmy już zakończone prace i można się było brać za sprzątanie i ustawianie mebli. Ta wykończeniówka trwała u nas nas prawie cały rok.


Bo wiecie... nie dość, że trzeba znaleźć odpowiednie zasłony, karnisze oraz żaluzje to jeszcze kupić odpowiednią szafkę do łazienki i oczywiście dodatki.


Przy okazji tak nas poniosło, że w naszym pokoju zamontowaliśmy sobie szafę, a na dole zrobiliśmy schowek.


Te prace wykonaliśmy już jednak sami. Mój mąż dodatkowo zaszpachlował nierówności, odmalował cały dom i zamontował rolety ❤️


A ja po raz pierwszy miałam okazję położyć tapetę.

Teraz wreszcie zamknęliśmy ostatni etap remontów 😁


Pokażę Wam jeszcze efekt końcowy... no prawie... bo w momencie robienia zdjęć w kuchni nie było jeszcze żaluzji, a w łazience - szafy.

Teraz szykujemy się do świąt bożonarodzeniowych... a za remonty to ja podziękuję już na kilka ładnych lat 😅

Komentarze


© 2019 by świat według rudej. Proudly created with Wix.com

bottom of page