top of page

Jedyne takie doświadczenie

  • Zdjęcie autora: szalonawiewiora
    szalonawiewiora
  • 26 lip
  • 3 minut(y) czytania

Podczas naszej przygody w Ameryce Południowej mieliśmy też okazję odwiedzić Wodospady Iguazu, a nawet wpłynąć pod jeden z nich łódką!


Zacznijmy jednak od tego, że był to jedyny dzień, w którym pogoda nam nie dopisała, bo niebo było przez cały czas zachmurzone, a dodatkowo co jakiś czas padała mżawka.


Niemniej, dzięki temu że od tygodnia padał tam deszcz, wodospady były wypełnione po brzegi wodą co dawało niesamowity efekt.

Z lotniska w Puerto Iguazu przejechaliśmy autokarem na teren parku narodowego. Przy wejściu ogarnęliśmy sobie pelerynki przeciwdeszczowe, osłonę na telefony i przebraliśmy się w stroje, które mogły się zmoczyć.

Zanim jednak nacieszyliśmy się wodną przygodą, czekała nas jeszcze dodatkowa atrakcja - przejażdżka samochodami terenowymi przez dżunglę.


Potem zjechaliśmy windą w dół i przesiedliśmy się na łódki.

I wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa! 😁


Nasz kierowca od samego początku dał gazu, by woda chlapała na nas już podczas dojazdu pod wodospad. Dawał nam oddech na pooglądanie widoczków i robienie zdjęć, ale ogólnie... była rura.

Aż wreszcie nadeszła ta chwila i po raz pierwszy w życiu na swojej skórze doświadczyłam tego silnego uderzenia fali wody.

Na moment zaparło mi dech w piersiach. Zupełnie się tego nie spodziewałam i aż trudno jest mi opisać Wam dokładnie jakie to było uczucie. Ten orzeźwiający strumień zimnej, ale równocześnie ciepłej wody, która z ogromną siłą napiera na Wasze ciało daje tyle endorfin i przypływu adrenaliny, że od razu zaczynacie się uśmiechać.


To po prostu trzeba przeżyć. Naprawdę WARTO!

Po wodnej przejażdżce wróciliśmy do autobusu, żeby się przebrać, a następnie wyruszyć na szlag widokowy. To też musicie zrobić będąc w Ameryce Południowej, bo chociaż po drodze przez dżunglę mijacie podobne krajobrazy, to każdy z wodospadów robi coraz to większe wrażenie. Na początku przechodzicie obok tych mniejszych, by na koniec dotrzeć do tak zwanej Gardzieli Diabła. Tam też nie obejdzie się bez zmoczenia, bo woda spada z taką siłą, że dookoła unosi się mgiełka.

Jak to na dżunglę przystało, możecie tam spotkać różne zwierzaki.

Po zakończeniu naszej wodnej wycieczki pojechaliśmy jeszcze do Paragwaju, by stanąć na styku trzech państw.

Kolejnego dnia byliśmy już w Rio de Janeiro, które podobnie jak miejsca odwiedzone w Peru oraz Boliwii, skradło moje serce, ale w zupełnie inny sposób.


To miasto, w którym każdy totalnie może być sobą. Wszyscy się uśmiechają i są bardzo pozytywni, a temperatura nie schodzi poniżej dwudziestu kilku stopni, więc wreszcie nie trzeba użerać się z kurtką i zimnem. Jednym zdaniem... mój klimacik.


Duża część jest bardzo wysportowana, a tylu biegaczy co tam to widziałam chyba tylko na maratonie. Aż udało im się mnie zmotywować, bo po powrocie z wakacji po raz pierwszy wybrałam się na przebieżkę na świeżym powietrzu, a nie tylko na bieżni jak do tej pory.


Nie mogę jednak zignorować również negatywnych rzeczy, które dzieją się w mieście. Będąc tam musicie się naszykować na naciągaczy na każdym kroku, a pilnowanie toreb wchodzi na zupełnie inny poziom, bo przy tylu mieszkańcach oraz turystach, możecie zostać okradzeni w błyskawicznym tempie. Dlatego idąc na spacer najlepiej nie brać ze sobą niepotrzebnych rzeczy i najzwyczajniej w świecie zachować ostrożność.


My jednego wieczoru postanowiliśmy poimprezować i chodziliśmy od baru do baru na drineczki (które swoją drogą robią tam przepyszne) i nic nam się nie stało.

Przy wyjeździe do Rio warto wziąć pod uwagę, że niektóre dzielnice są też bardzo niebezpieczne. To właśnie tam są tak zwane fawele, które swoją drogą mieliśmy odwiedzić, ale godzinę przed naszym wyjazdem, policja zrobiła w jednej z nich obławę przez co totalnie nie można było się dostać do środka. Bardzo cieszę się, że tam nie utknęliśmy.


Mieliśmy za to okazję odwiedzić inne, również nieco niebezpieczne miejsce i powiem Wam, że jeszcze chyba nigdy nie czułam tak ogromnego niepokoju idąc po mieście w ciągu dnia. Za to schody zrobione z kafelków, które możecie zobaczyć właśnie w tej dzielnicy, są po prostu urocze.

Co mogę Wam polecić z czystym sumieniem to lot helikopterem nad Rio de Janeiro. Cudowne przeżycie.

Za to posąg Chrystusa Odkupiciela jest jak dla mnie trochę przereklamowany. Lepsze wrażenie robi z daleka, górując nad miastem, niż z bliska. Za to widoczki ładne.

Ogólnie miasto samo w sobie jest bardzo różnorodne oraz ciekawe, warto więc wybrać się w różne dzielnice. Aaa... no i wjechać na Głowę Cukru.


Zresztą niech zdjęcia powiedzą same za siebie 😊

I to by było na tyle jeśli chodzi o moją Podróż Życia.


Mam jeszcze kilka rzeczy, o których chciałabym Wam opowiedzieć, ale postaram się zebrać to w jedną całość w kolejnym poście.


Tymczasem miłego wieczorku i do następnego ❤️

Komentarze


© 2019 by świat według rudej. Proudly created with Wix.com

bottom of page