Dwie strony Koryntu
- szalonawiewiora

- 23 lis 2025
- 4 minut(y) czytania
Na początek podziękujmy mojemu mężowi wielkimi brawami za ten tekst, bo gdyby nie on to by się dzisiaj nie ukazał. Pierwszy śnieg w Holandii w tym roku sprawił, że mój ruter zaczął wariować i dzięki magii Michała, udało się go naprawić 👏👏👏
A z racji na fakt, że na zewnątrz jest zimno i aktualnie deszczowo to z przyjemnością zabieram Was do słonecznego Koryntu, który skradł moje serduszko podczas wycieczki do Grecji.
Muszę szczerze przyznać, że wybraliśmy to miejsce jako zapchajdziurę do momentu, w którym dojadą do nas nasi znajomi. A że Korynt jest blisko od Aten, łatwo się tam dostać pociągiem i dodatkowo miasteczko samo w sobie jest bardzo historyczne to uznaliśmy, że wyprawa tam będzie świetnym wyborem na dwa dni.
Nie spodziewałam się jednak, że od pierwszej chwili tak bardzo pokocham to miejsce.

Nocleg znajdziecie w nowej części Koryntu. Szukając czegoś na stronach z mieszkaniami do wynajęcia, nie widziałam nic dostępnego w okolicy starożytnego miasta.
My szukaliśmy czegoś pomiędzy kanałem korynckim, a historyczną częścią, bo były to nasze dwa cele wycieczki.
Na miejscu macie dostępne taksówki, więc jeśli nie chce Wam się spacerować to możecie śmiało poruszać się tym środkiem transportu. I szczerze... chyba nawet mogę Wam to polecić, bo drogi pomiędzy różnymi obiektami nie są zupełnie przystosowane dla piechurów. Ja momentami bałam się iść przez totalne odludzie, między sadami, czy też trasą szybkiego ruchu jako pieszy. Inną możliwością jest też wynajęcie auta. Co kto woli 😊
Dla nas to była przygoda, więc trochę zaryzykowaliśmy z pieszymi wędrówkami.
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na spacer nad kanał koryncki. Nie chciało nam się jednak iść do miejsca, do którego zabierane są wszystkie wycieczki. Widzieliśmy to z pociągu.
Zamiast tego poszliśmy nad sam jego koniec od strony zatoki korynckiej. Żeby tam dotrzeć, najpierw zeszliśmy do centrum miasta i poruszaliśmy się brzegiem morza. Widoki zachwyciły mnie od pierwszego spojrzenia.
Czułam się tam bardzo dobrze ze względu na mnóstwo natury dookoła i mało ludzi poza centrum. Chociaż nie powiem, bo bałabym się iść tamtędy nocą, dlatego zaraz po zobaczeniu zachodu słońca wróciliśmy na mieszkanie.
W Korycie miałam wrażenie jakby czas się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu. Widoki takie jak na przykład opustoszały, stary pociąg jak na zdjęciu powyżej były normą.
Aaa... no i to przemyślane budownictwo... jak na przykład ten balkon nad chodnikiem.

Po pierwszym dniu w Atenach przyzwyczaiłam się, że zwracanie uwagi na pieszych nie jest w Grecji mocną stroną, ale tego się nie spodziewałam.
Nie zrozumcie mnie jednak źle, bo miało to swój urok. Po prostu byłam zaskoczona na każdym kroku.
Żeby nie było, że narzekam to wróćmy do głównego wątku. Jak już wspomniałam, celem naszego spaceru było dotarcie do miejsca, w którym kanał łączył się z morzem. Miło było usiąść nad brzegiem i podziwiać widoki.


Akurat mieliśmy szczęście, bo przepływał tamtędy statek wycieczkowy i mogliśmy zobaczyć jak zapora łącząca mieszkańców z drugą częścią miasta się podnosi i zamyka.
Ale to nie wszystko, bo chyba po raz pierwszy coś w tym Koryncie mi odbiło i postanowiłam zrobić coś nielegalnego. Ci którzy mnie znają, wiedzą że dla mnie przepisy to absolutna świętość i jeśli czegoś nie wolno robić to nie ma zmiłuj. No dobra.. poza prędkością, bo czasami zdarza mi się nadepnąć nogą na gaz 😅
Niemniej, tym razem ja naprawdę bardzo chciałam się przejść chociaż odrobinkę wzdłuż kanału i zrobić ładne zdjęcie. Niestety teren był zagrodzony jakimś sznurkiem.
Gdy tak sobie siedzieliśmy nad brzegiem kanału, zobaczyliśmy że jacyś ludzie spacerowali tam, gdzie i ja chciałam być. Dlatego znaleźliśmy przejście i poszliśmy kawałeczek dalej...
A wszystko dla tego zdjęcia.

Na żywo robiło to o wiele lepsze wrażenie. Nagraliśmy też filmik z tego momentu. W sumie był przeznaczony dla rodziny, ale podzielę się nim z Wami 😊
Na sam zachód poszliśmy już nad brzeg morza. No powiedzcie tylko czy to nie jest piękne? ❤️

Drugiego dnia zaplanowaliśmy sobie zwiedzanie starożytnego miasta i poszliśmy tam na nogach, no bo niby my nie damy rady?
Nie wzięliśmy tylko pod uwagę, że po pierwsze będziemy szli przez totalnie bezludzie...

... a dodatkowo będziemy musieli się wspinać pod górę. To była prawdziwa wyprawa jak na osoby, które głównie siedzą w biurze i mało co się ruszają. Ja przynajmniej jeszcze trochę chodzę w pracy, ale mój mąż głównie operuje zza biurka.

Niemniej... udało się!

Stare miasteczko było bardzo urokliwe, a sam obiekt archeologiczny miał niesamowity klimat. Szczerze nie umiem tego dobrze opisać, ale czułam się tam cudnie. Było gorąco, byliśmy padnięci, ale i dumni z siebie, że doszliśmy na miejsce. Ta satysfakcja pomogła mi jeszcze bardziej cieszyć się Koryntem.
To miejsce wydawało się trochę odcięte od świata, przez co miałam poczucie, jakbym naprawdę przeniosła się do Starożytności.
Świątynia Apollina, którą mieliśmy okazję zobaczyć to jeden z najstarszych, ale i najlepiej zachowanych zabytków ze Starożytnej Grecji. Obiekt ten pochodzi z VI wieku przed naszą erą. Została zbudowana około 540 roku p.n.e.
Na miejscu było też niewielkie muzeum, w którym można było zobaczyć historyczne eksponaty.
I chociaż na sztuce to ja się totalnie nie znam, ale największe wrażenie zrobiły na mnie dwie rzeźby, które były wykonane tak szczegółowo, że aż nie mogłam uwierzyć, że takie rzeczy można zrobić w kamieniu.
Chciałabym Wam zdecydowanie polecić Korynt. Jeśli lubicie historię i naturę to spędzicie tam naprawdę świetny czas. Wydaje mi się, że dwa dni to trochę za mało i lepiej pojechać tam na jakieś 3-4 dni, ale myślę, że najważniejsze rzeczy zobaczycie też w krótszym czasie. Wycieczka będzie po prostu bardziej intensywna 😅
Aaa... i bierzcie taksówki. Nie są bardzo drogie, a oszczędzą Wam stresu i zmęczenia. My wracając ze starożytnej części miasta też zdecydowaliśmy się na powrót tym środkiem transportu.
Na koniec chciałabym jeszcze zaproponować jazdę pociągiem. Widoki są super, a do tego momentami jedziecie nad samym brzegiem morza!






























































Komentarze